Historia firmy IWC, która w Polsce i kilku sąsiednich krajach nazywana jest Schaffhausen jest dobrze, a nawet bardzo dobrze znana i w wielu miejscach opisana. Mimo to, łatwo można spotkać się z pytaniami, na które odpowiedzi trudno szukać w opisach historii firmy, i to nawet tych, które zajmują wiele stron papieru. Oto kilka przykładów takich niewyjaśnionych zagadek:
Na internetowym forum dyskusyjnym, Klubu Miłośników Zegarów i Zegarków (www.zegarkiclub.pl) dyskutanci zastanawiali się, dlaczego firma IWC tak późno, w stosunku do innych manufaktur zegarkowych wróciła do produkcji własnych mechanizmów ?
W salonie sprzedaży w którym pracuję, odwiedzający nas klienci potrafią zapytać: "dlaczego, i od kiedy firma Schaffhausen nazywa się IWC, jeśli od zawsze znana była właśnie jako Schaffhausen” ?
W tym samym miejscu „nasz salonowy zegarmistrz” (bo w naszym salonie jubilerskim jest zegarmistrz, prowadzący serwis wielu uznanych marek) stwierdził, że mechanizm IWC kaliber 89 to najlepiej skonstruowane i niezawodnie działające serce zegarka. Następnie zapytał, dlaczego tego mechanizmu już się nie produkuje ?
caliber 89 Zegarek IWC z mechanizmen caliber 89

Tak jak wspomniałem powyżej, próby odpowiedzi na tak postawione pytania, próżno szukać w suchej faktograficznej historii firmy. Aby przeprowadzić wiarygodną analizę i znaleźć na nie odpowiedzi, spróbujmy indywidualną historię marki IWC zobaczyć w perspektywie historii całej branży i zaobserwować jak najwięcej możliwych czynników wpływających na takie, a nie inne koleje losów firmy. Dopiero takie obserwacje pozwalają na sformułowanie najbardziej prawdopodobnych odpowiedzi.
Mimo, że pytania dotyczą ostatnich dziesięcioleci historii firmy, bo w tym czasie wszystko się „rozegrało”, to bezpośredniej odpowiedzi na nie, należy szukać właśnie w tym czasie. Jednak by wiedzieć więcej, i "poczuć firmę” należy także poznać pozycję firmy IWC na globalnym rynku zegarków. Z tego powodu cofnijmy się nieznacznie dalej – do początków zegarka naręcznego.
Pierwszy zegarek naręczny firmy IWC, to wykonana przed końcem XIX wieku koperta do zegarka naręcznego i 12-to liniowy (26,5 cm. średnicy) mechanizm damskiego zegarka kieszonkowego.
pierwszy naręczny zegarek firmy IWCPierwszy naręczny zegarek firmy IWC
Wcześniej datowane zegarki naręczne firmy IWC, to czasomierze przerabiane z zegarków kieszonkowych na mniej lub bardziej "domowe” sposoby, czasami także w fabryce w Schaffhausen.
W latach 1920 – 1945 IWC wprowadza szereg nowych, już typowo naręcznych własnej konstrukcji mechanizmów. W tym 11 różnych mechanizmów damskich i 9 męskich. W roku 1946 swoją premierę ma mechanizm kaliber 89 (średnica: 12 linii paryskich – 26,5 cm) i jest najdłużej produkowanym (do 1976 roku) mechanizmem do zegarka naręcznego. Także w tym samym roku firma wprowadza siostrzany mechanizm (kaliber 88) wyposażony w mały sekundnik. Warto zauważyć, że od roku 1946 do wprowadzenia zegarków elektronicznych, z nieznacznie ponad miliona wyprodukowanych mechanizmów około 25% stanowiły mechanizmy 89 i 88.
zegarek IWC mechanizm caliber 88Zegarek IWC z mechanizmem caliber 88
Lata powojenne, to bardzo dobry okres w działalności firmy a jej wyroby znajdują uznanie na całym świecie. Okres powojenny, to dalszy ciąg dobrej passy dla i firmy i… dodatkowy "nierynkowy” impuls dla jej rozwoju. Zegarki IWC zostają zauważone i docenione przez komunistycznych prominentów Związku Radzieckiego.
Import imperialistycznych czasomierzy, to byłoby złamanie doktryny, ale jakoś warto je jednak zdobyć.
Nieprzyjaciele systemu, dla potrzeb prowadzenia swojej działalności potrzebowali lokalnej waluty – jak ją zdobyć ?
Okazuje się, że czarny rynek i zasilający go drobny przemyt jest doskonałym rozwiązaniem dla obydwu stron. Działalność na tyle się stabilizuje, że w pewnym momencie to zachodniemu wywiadowi nie potrzeba takiej dużej ilości wschodniej waluty. Jak podawała firma IWC, tylko dzięki zorganizowanej grupie kierowanej przez Tony Divala - agenta Royal Marines do Związku Radzieckiego trafiło ok. 7000-8000 sztuk zegarków IWC. W księgach handlowych firmy podane są nazwiska osób, które zaraz po wojnie, przyjeżdżając z teczkami pieniędzy odbierały przykładowo 50 -100 złotych zegarków tygodniowo, by rzekomo sprzedawać je w Polsce i na Węgrzech.
Może to właśnie tak zdobyte uznanie w kraju, i za naszą wschodnią granicą spowodowało, że w latach późniejszych  Państwowe Przedsiębiorstwo Handlowo-Usługowe "Jubiler” - jedyny importer zegarków na nasz rynek, wśród czasomierzy z najwyższej półki sprowadza najwięcej zegarków tej właśnie marki ?
Rocznicowy prezent dla zasłużonego pracownika – złoty szwajcarski zegarek firmy IWC.
Czy może być coś lepszego ?.
Luksusowy szwajcarski zegarek w "niedostępnej”, a jednak możliwej do zapłacenia cenie "u Jubilera”. Czy taki zegarek, to nie najlepsza inwestycja ?.
Na ile, te właśnie zegarki były poszukiwanymi produktami luksusowymi, że stały się synonimem najwyższej jakości wyrobu ?.
Na ile, była to często wybierana lokata kapitału, że do dziś dnia możemy spotkać zegarki z lat 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku, nie używane i zachowane w stanie fabrycznie nowym ?.
Na ile były niedostępne, a na ile były środkiem płatniczym, jeśli po śmierci niejednego zegarmistrza, w szufladach jego warsztatu znajdowano nawet po kilka, jeśli nie kilkanaście nowych egzemplarzy ?
Na ile zegarek ten musiał być obecnym w rozmowach życia codziennego, i to rozmowach zwykłych ludzi, jeśli doszło do ogólnego przyjęcia jako nazwy własnej, nazwy miejscowości wypisanej na tarczy czasomierza ?
Zegarek IWC mechanizm caliber 88   Zegarek IWC mechanizm caliber 89
Zegarki IWC z mechanizmami caliber 88 i 89

Na ile istotnym dla tego zjawiska było to, że na tarczach zegarków logo firmy było zapisane nieraz jako "IWC” nieraz jako "International Watch Co”, ale przy każdej z wersji zawsze było słowo Schaffhausen ?
Czyż nie łatwiej jest przekonać, że posiadany do sprzedaży w drugim obiegu wyśmienity zegarek, to podobnie jak inne Schaffhausen, niż że "IWC” oznacza "Interantional Watch Co” ?
Twierdzące odpowiedzi na powyższe pytania są potwierdzeniem rozpoznawalności marki, a układając się w logiczną całość dają odpowiedź na ostatnie z postawionych pytań – dlaczego firma IWC w naszym kraju przyjęła nazwę się Schaffhausen ?
Tak, jak powyżej sugerowana, ta szczególnego rodzaju popularność i wysokie notowania zegarków firmy IWC są potwierdzeniem wyjątkowości mechanizmu kaliber 89, bo zdecydowana większość z tych zegarków pojawiających się na naszym rynku wyposażona była w ten właśnie mechanizm. Zgodnie z dokumentami firmy, to właśnie zegarki z tymi mechanizmami stanowiły podstawę handlu na naszym terenie.
Mechanizm kaliber 89, to rzeczywiście doskonała technicznie konstrukcja. Prosty, czytelny układ elementów zegarka z widocznymi węzłami kinematycznymi. Żadnego wymyślnego, będącego tylko potencjalnym źródłem błędów „udziwnienia”. Doskonałe i łatwo regulowane parametry chodu – dokładność i stabilność oraz odporność na czynniki zewnętrzne. Do tego serwis zwykle nie wymagający wymiany części zamiennych, bo doskonale rozwiązana konstrukcja przekładni chodu i innych modułów nie powodowało szybszego zużycia któregoś z elementów. Razem wszystkie te aspekty decydowały o nietuzinkowości mechanizmu i zdobytym uznaniu tak użytkowników jak i zegarmistrzów. Sam, ze swej kilkuletniej aktywnej praktyki zegarmistrzowskiej w końcu lat 80-tych, w Inowrocławiu, pamiętam doświadczenie z zegarkiem "Schaffhausen” - oczywiście z mechanizmem kaliber 89. Po wykonaniu usługi i ocenie jakości chodu, byłem dumny ze swoich umiejętności. Dziś wiem, że większą zasługę dla efektu końcowego miała doskonała konstrukcja mechanizmu, niż moje zegarmistrzowska jakość pracy.
Podkreślenie Inowrocławia – jako mniejszej miejscowości jest o tyle istotne, że w moim rodzinnym mieście nie było zakładów przemysłowych, które dawałyby swoim zasłużonym pracownikom tak cenne prezenty, a w sklepie Jubiler nigdy nie widziałem zegarków firmy IWC.
Dość ważny jest także czas wydarzenia, bo koniec lat osiemdziesiątych, to czas w którym branża zegarkowa w Szwajcarii zaczęła już odradzać się po katastrofie spowodowanej upowszechnieniem zegarka kwarcowego. To prawdopodobnie krótko przed tym momentem, doszło do unicestwienia tego tak doskonałego mechanizmu.
Jak ten trudny czas w historii zegarmistrzostwa, czas w który okrzyknięto końcem zegarmistrzostwa mechanicznego przeżyła firma IWC ?
Na początku lat siedemdziesiątych firma IWC była własnością prywatną i od 1974-go roku zarządzana była przez Otto Hallera. W momencie rozpoczęcia prac nad pierwszym szwajcarskim zegarkiem z mechanizmem elektronicznym Beta21 (1969) firma IWC była w te prace zaangażowana. Mimo wielu prób uatrakcyjnienia oferty, czego najlepszym przykładem była między innymi 20-to letnia współpraca ze znanym projektantem Ferdynandem A. Porsche, kataklizm lat siedemdziesiątych dotknął także firmę IWC. Na internetowej stronie firmy możemy przeczytać, że dla realizacji nowej strategii i w poszukiwaniu kapitału w roku 1978 IWC została doinwestowana przez niemiecką firmę VDO Adolf Schindling A.G., która przejęła większość udziałów. Tę informację można także odczytać w sposób następujący: banki, które udzielały kredytów firmie IWC, i które tą drogą przejęły większość wartości firmy, zdecydowały się odzyskać swoje pieniądze i w roku 1978 zadecydowały, by sprzedać co tylko było można i za tyle, ile ktokolwiek zechce zapłacić. Takie zdarzenie możemy podsumować podanym w tytule sloganem: "za dużo aby umrzeć (likwidacja), za mało aby żyć”.
Aby lepiej zrozumieć takie postępowanie dotychczasowych właścicieli a także banków, należałoby zapoznać się dokładnie z sytuacją finansową firmy, czego nie jesteśmy w stanie zrobić i przenieść się w niepewną sytuację na rynku zegarków tamtych czasów, czego, żyjąc w dzisiejszej koniunkturze nie jesteśmy w stanie doświadczyć.
Wiedząc jednak, że IWC była cały czas aktywnym producentem, można założyć, że oferowana cena firmy była wyższa od innych bankrutujących, bo uwzględniała nie tylko wartość nieruchomości, ale i możliwe do osiągnięcia zyski ze sprzedaży produktów. Wartość wielu z bankrutujących w tym czasie firm w ekstremalnych sytuacjach ograniczała się tylko do niewiele wartych wtedy zapasów magazynowych i prawa do używania znaku handlowego.
Oczywistym jest, że przed decyzją o sprzedaży wprowadzono tak drastyczny program oszczędnościowy, że prawdopodobnie wtedy na złom powędrowało całe oprzyrządowanie do produkcji niepotrzebnych mechanizmów, w tym także mechanizmu kaliber 89. Niepotrzebnych – gdyż przekonanie o końcu mechanicznego zegarmistrzostwa było zupełne.
W ten sposób doszliśmy do odpowiedzi na pytanie drugie – dlaczego zaniechano produkcji "najlepszego mechanizmu na świecie” ?
Co więcej, poprzez zniszczenie narzędzi i dokumentacji uniemożliwiono kiedykolwiek wznowienia jego produkcji.
Śledząc dalej z historię firmy, zauważamy, że nowy właściciel nie zamierzał wcale inwestować kroci na niepewnym rynku zegarkowym, co powodowało, że życie firmy toczyło się w powolnym rozwoju. Za dużo warta była firma – bo cały czas miała przychody ze sprzedaży produktów, aby umrzeć, za mało by żyć - bo jakiekolwiek inwestycje na tym rynku były niepewne.
Od roku 1991 firmy IWC, Jaeger LeCoultre (JLC), a także Lange & Soene zostały skupione w jako grupa zegarkowa LMH Group. Z obserwacji można było wnioskować, że grupa ta posiadała bardzo dużą niezależność organizacyjną i rynkową.
Wewnątrz grupy każda z firm posiadała dużą niezależność, choć patrząc na modele zegarków z tego czasu widać współpracę w kierunku ograniczenia kosztów funkcjonowania marek IWC i JLC. O marce Lange & Soene trudno się wypowiadać, bo jest to marka zupełnie niszowa i dotychczas znana dobrze tylko na rynku niemieckojęzycznym. Wracając do współpracy pozostałych marek z grupy, to widzimy co najmniej kila modeli mechanizmów produkcji JLC w zegarkach IWC. Z drugiej strony moduł wiecznego kalendarza – genialnie prosty mechanizm skonstruowany przez Kurta Klausa z IWC i stanowiący dumę firmy, znajduje się w nieznacznie zmodyfikowanej wersji w zegarku z wiecznym kalendarzem firmy JLC.
W tym czasie, choćby z powodów ekonomicznych, w firmie IWC nikt nawet nie mógł myśleć, o robieniu konkurencji siostrzanej firmie i produkcji własnych mechanizmów.
W drugiej połowie lat 90-tych firma IWC zaprzestaje stosowania mechanizmów JLC w nowych modelach zegarków, i zgodnie z informacją wewnętrzną, jest to wynik wzrostu produkcji gotowych zegarków przez JLC i brakiem możliwości zwiększenia mocy produkcyjnych w dziale produkcji mechanizmów. W roku 2000 IWC wprowadza pierwszy w odrodzonym zegarmistrzostwie mechanicznym, nowy mechanizm z automatycznym naciągiem i 7-mio dniową rezerwą chodu w limitowanym modelu Portuguese 2000. Wszyscy oczekują kolejnych, …ale koło historii toczy się troszeczkę inaczej.
Zmiany konsolidacyjne na rynku europejskim spowodowały, że firmy Vodefon i Mannesmann, która przedtem przejęła firmę VDO połączyły się pod nazwą Vodefon. Wtedy, gdy gazety niemieckie wręcz krzyczały o tzw. "wrogim przejęciu” firmy Mannesmann, nikt nie zwracał uwagi na wchłoniętą w tej fuzji małą grupę prestiżowych zegarków. Okazało się, że w nowej organizacji ekonomicznej, mała w porównaniu do firmy matki grupa zegarkowa nie jest nikomu potrzebna i LMH Group została wystawiona na sprzedaż.
Analizując rynek i firmę IWC jeszcze przed tym zdarzeniem i widząc na dwa zupełnie niezależne czynniki - ograniczenie dostaw mechanizmów z JLC z jednej strony i wzrost znaczenia na rynku czasomierzy z mechanizmami własnej konstrukcji, można było założyć, że IWC musi i lada moment wprowadzi kolejne swoje własne mechanizmy. Tak pewnie by było, ale zaistniał jednak czynnik nadrzędny, czynnik wstrzymujący takie kroki - firma była przygotowywana do sprzedaży. Wprowadzenie nowego opracowania kosztuje czas i pieniądze. Wydane pieniądze obniżają wartość firmy, a czas potrzebny do wprowadzenia nowości i uzyskania z niej finansowych korzyści jest dłuższy niż zamierzony okres do sprzedaży. Lepiej więc, było skupić się na krótkoterminowym wzroście sprzedaży i w ten sposób jeszcze poprawiać wyniki finansowe firmy.
Do przetargu na nabycie LMH Group ogłoszonego przez właściciela w roku 2001 zgłosiły się wszystkie znaczące grupy finansowe działające na rynku zegarków. Richemont Group – właściciel takich marek jak: Cartier, Vacheron Constantin, Panerai, Piaget, Baume et Mercier, i ostateczny zwycięzca przetargu. LVMH – właściciel marek zegarkowych: Tag Heuer, Movado i innych luksusowych z poza branży, Swatch Group – właściciel szerokiej grupy marek zegarkowych, w tym: Omega, Breguet, Longines, Blancpain, Rado itd., Nawiasem mówiąc, o zgłoszeniu się firmy Swatch Group w branży mówiło się, iż tak naprawdę jedynym celem właściciela te grupy było zapoznanie się z danymi finansowymi sprzedawanych firm i porównanie ich do wyników własnego konsorcjum.
Dużo zapłaciła Richmond Group – 2,8 miliarda franków szwajcarskich. To bardzo dużo i nikt jeszcze do tej pory tak dużo za firmy zegarkowe nie zapłacił.
Wydawałoby się, że zakup pociągnie za sobą szybkie zmiany wewnątrz firm i nowe impulsy rozwoju i… kolejne, nowe, własne mechanizmy w firmie IWC. Jednak nowy właściciel zapłacił tak dużo, że znowu nie ma możliwości dalszych inwestycji. Trzeba (i można, bo rynek w dalszym ciągu pozwala) szybko odrobić wydane pieniądze. Znowu firma IWC jest zbyt dobra, aby umrzeć bez własnych mechanizmów, i zbyt słaba aby żyć bez własnych mechanizmów przez dłuższy czas. W kolejnych latach firma bardzo powoli zwiększa swoją ofertę mechanizmów. Najpierw pokazany w modelu limitowanym Portuguese 2000 mechanizm, jest stosowany w nielimitowanych modelach czasomierzy, potem ulega nieznacznym modyfikacjom i jest stosowany w kolejnych czasomierzach. Produkcja jest limitowana możliwościami fabryki, ale cały czas zwiększana. Dopiero w  kolejnych latach pojawiają się następne własne mechanizmy, i choć pewnie nigdy już nie będzie reaktywacji kalibru 89, to powoli własne mechanizmy zastąpią mechanizmy kupowane, przynajmniej w sztandarowych modelach czasomierzy. Wracając do rozwiązania kaliber 89, to ten genialny mechanizm jest zwyczajnie zbyt mały pod kątem wielkości, i zbyt prosty, biorąc pod uwagę dzisiejsze oczekiwania konsumentów, by warto było do niego wracać.
W ten sposób uzyskaliśmy ostatnią odpowiedź na postawione pytania – dlaczego firma IWC tak późno wprowadziła do oferty własne mechanizmy.
Dzisiaj, dzięki wysokiemu poziomowi rozpoznawalności produktu na całym świecie, przynależności do wiodącej grupy w branży zegarkowej, niezależności pod względem produkcji mechanizmów i kopert do zegarków, własnych i doskonałych rozwiązań dodatkowych komplikacji, firma ta ma tak wielki potencjał, że może zostać liderem w sprzedaży praktycznie na każdym z rynków zegarkowych.
Tak więc, niezależnie od złych zbiegów okoliczności w przeszłości i zdarzeń odpowiadającym powtarzanemu sloganowi, mam przekonanie, że w chwili obecnej firmie IWC nie grozi już sytuacja, której doświadczała w kolejnych zawirowaniach rynku. Doświadczenia, które jako pierwszy przeżył już założyciel firmy Florentino Ariosto Jones, polegające na bankructwie jego przedsiębiorstwa i do których tak bardzo pasuje tytułowe "zbyt dużo, zbyt mało”. Dzisiaj możemy być wręcz przekonani, że takie czasy dla firmy IWC już nigdy się nie powtórzą.

Władek Meller

P.S.
Dziękuję Piotrowi i Leszkowi za udostęopnienie zegarków - pamiątek rodzinnych do zdjęć.

odCzasu doCzasu

Centrum Złote Tarasy
ul. Złota 59, 00-120 Warszawa
  • telefon 022 222 03 05
  • telefon/fax 022 222 03 06
otwarte
  • poniedziałek - sobota 10.00 - 22.00
  • niedziela 10.00 - 20.00

Od Czasu Do Czasu - Zegarki i Biżuteria

Szukaj