Osoba zegarmistrza w historii zegarmistrzostwa

Są takie miejsca naszych miast, że przechodząc czy przejeżdżając obok, może z nostalgią wspominamy "w tym miejscu był kiedyś zegarmistrz", "tutaj kiedyś mój ojciec miał znajomego zegarmistrza, zawsze tu naprawiał swoje zegarki i domowy zegar".

Czasami widzimy lekko przykurzone witryny okienne czynnego jeszcze punktu usługowego.

Czy to już koniec zawodu?

Czy podobnie jak zajęcia kowala, kołodzieja i wielu innych, zawód zegarmistrza skazany jest na istnienie w skansenie rzemiosła a pokazywany będzie tylko przy okazji prezentacji lokalnego folkloru ?

Analizując pozycję zegarmistrza na tle społeczeństwa od czasów narodzin i wykrystalizowania się zawodu do dnia dzisiejszego można najlepiej zaobserwować wielkie zmiany jakie zaszły w poziomie wykształcenia, pozycji finansowej, formy organizacyjnej, sposobu wykonywania czy prestiżu zawodu. Oczywiście opinia taka nigdy nie będzie w pełni trafna, a szczególnie dla czasów bardziej nam współczesnych trudna do jednoznacznego sprecyzowania. Przykładu różnego postrzegania przydatności zawodu zegarmistrza w ostatnich latach doświadczyłem osobiście, gdy po skończonych w końcu lat osiemdziesiątych poprzedniego wieku studiach technicznych, i odbyciu służby wojskowej, przed rozpoczęciem pracy zawodowej zmuszony byłem udać się do odpowiednich urzędów państwowych. W Urzędzie do Spraw Zatrudnienia usłyszałem, że jest wiele ofert pracy na stanowisku inżyniera a ja "idąc na łatwiznę" chcę pracować jako zegarmistrz. Dla odmiany w Wojskowej Komendzie Uzupełnień odkładający moje dokumenty oficer stwierdził, że jeśli zostanę powołany na okresowe szkolenia, to w ostatniej kolejności, bo jest wiele innych osób których praca nie jest tak społeczeństwu potrzebna.

W dalszej części tekstu nie chcę analizować technicznych aspektów rozwoju zegarów czy później zegarków. Dzielić czas na okresy królowania zegarów słonecznych, piaskowych, wodnych i mechanicznych. Rozpatrywać kto i gdzie po raz pierwszy zbudował zegar mechaniczny a kto wykonał piękniejszy czy bardziej skomplikowany, skupiając się jedynie na osobie zwanej zegarmistrzem. Zakładając, że z wyjątkiem części okresu powojennego ewolucja zawodu przebiegała podobnie jak w większości krajów europejskich w analizie skupiam się tylko na naszym lokalnym rynku.

Od początków zegarów mechanicznych do epoki Odrodzenia

Osoba, którą w dalszej części będziemy nazywać zegarmistrzem, do czasu końca Średniowiecza w oczach współczesnych mu zwykłych śmiertelników zbliżona jest raczej do maga, alchemika czy czarnoksiężnika niż równego im człowieka. Pracujący z dala od wścibskich oczu gawiedzi, w swojej ciemnej pracowni, nad stołem oświetlonym świecą, pełnym narzędzi, modeli i zapisków zegarmistrz buduje urządzenia przewidujące przyszłość.

Urządzenia przewidujące przyszłość - tak to prawda. Jeśli dziś popatrzymy na zbudowany w 1470 roku przez Hanusza Doringera a ostatnio odbudowany zegar astronomiczny w Kościele Mariackim w Gdańsku to słowa te nie są żadną przesadą. Tylko w części kalendarzowej wykonawca zegara przewidział wskazywanie tak wielu danych, że dla ich opisania potrzeba by wielu stron, a zrozumienie sposobu przekazania informacji i zasad działania nawet dziś wymaga dużej wiedzy historycznej i technicznej. Jeśli dodamy planetarium (fazy księżyca, znaki zodiaku), teatr ruchomych figur, sygnalizację akustyczną a do tego wiemy, że całe to urządzenie działało to wydaje się, że określenie "zegarmistrz" jest zbyt małe i na usta ciśnie się słowo "geniusz". W wydanym 1676 roku, gdy omawiany zegar nie był już sprawny, dziele Kazimierza Haura "Skład albo skarbiec znakomitych sekretów economiey" możemy przeczytać: "u Matki Bożej w Kościele farnym wielki jest Zegar stary w samym Kościele, który miał być nad inne Konszty Zegarmistrzowskie wyborny y misterny, z którego przy godzinach wybiiaiących pewne w koło miały wychodzić Persony, dobrą akkomodowane strukturą. Obywatele tameczni powiadają, że temu Inwentorowi, albo Konsztmagistrowi urząd zadał despekt (aby takowey drugiey gdzie indziey nie wystawił sztuki), niektórzy powiadają, że mu oczy wyłupiono: a tak ten Mistrz tego kunsztu dla pomsty wyjął pewną sprężynę, na której wszystko zawisło, y zepsował, że żaden inny do tego czasu Rzemieślnik nie może potrafić, aby ten Zegar do swoiey przyszedł perfectiey".

Zakazy budowania podobnych czy ładniejszych zegarów, wyłupianie oczu, zabicie mistrza czy uszkodzenie zegara przez wykonawcę, to sekwencje często powtarzane nie tylko w baśniach ale także w wielu bardziej godnych zaufania przekazach historycznych.

Podsumowując cały ten okres, praktycznie aż do końca okresu Średniowiecza, możemy

stwierdzić, że zegarmistrz (jeśli już takim określeniem można nazwać omawianą osobę) wywodził się z kręgu uzdolnionych ślusarzy czy kowali. W zakresie zawodowym "prace koncepcyjne i projektowe" od początku do końca wykonywał sam, "produkcyjne" z pomocnikami a ewentualne "pod wykonawstwo" dotyczyło tylko elementów zdobniczych (malowidła, rzeźby). Jakiekolwiek naśladownictwo poprzedników zwykle było bardzo utrudnione lub wręcz niemożliwe, gdyż budowniczy opierał konstrukcję na podstawie własnych prób i doświadczeń wykonywanych przez okres wielu lat, a w razie śmierci całą "wiedzę tajemną" zabierał ze sobą do grobu. W tym miejscu należy także zaznaczyć, że część koncepcyjna i projektowa dotycząca mechanizmu stanowiła największe wyzwanie dla wykonawcy. Ze względu na ogólny poziom edukacji i ułatwiony do niej dostęp dla osób duchownych, przy ich usystematyzowanym czasowo rytmie życia codziennego, co powodowało potrzebę odmierzania czasu - wśród zegarmistrzów dużą (a nawet przeważającą) grupę stanowiły właśnie osoby duchowne. Oczywiście istotnym czynnikiem umożliwiającym "stratę czasu" na prace badawcze, były zabezpieczone warunki egzystencji dla tych właśnie osób.

Wiedza ogólna i techniczna ówczesnego zegarmistrza zdecydowanie górowała na tle społeczeństwa. Taka sytuacja była wynikiem długiego czasu potrzebnego do zdobycia wiedzy. Okresu koniecznego dla wykonania dzieła, oraz jego realnych kosztów. Patrząc z tej strony, na złożenie zamówienia - zlecenie wykonania zegara, mogły sobie pozwolić tylko kościoły czy bogate miasta. Trzeba także przyznać, że zlecenie były często wynikiem chęci "pokazania się", gdyż zapotrzebowanie na wskazywanie czasu nie było zbyt wielkie a dokładność czasomierzy oraz ich niezawodność na tyle mała, że zegary korygowane były poprzez wskazania zegara słonecznego a mechanizm nakręcany i utrzymywany w "perfectiey" przez na stałe wyznaczoną do tego osobę. Wspomniany już powyżej Hanusz Doringer miał otrzymywać 24 grzywny rocznie i " zasię winien zegar w gotowości utrzymywać i doglądać bez uchybienia". Według następnej umowy na wykonanie kolejnego zegara w tym samym kościele miał otrzymać 1600 grzywien co było równowartością czterech kamienic.

Od Odrodzenia do połowy XIX-go wieku

Wychwalana praktycznie przez wszystkie dziedziny życia era Odrodzenia zaznaczyła się także bardzo pozytywnie w zakresie zegarmistrzostwa jako zawodu. To właśnie od tego czasu możemy zarejestrować intensyfikację zmian, zarówno w formie jak i technologii wykonywania zawodu. Zmian, które trwają nieprzerwanie aż do dnia dzisiejszego.

Upowszechnienie wiedzy istniejącej, odkrycia w różnorakich dziedzinach nauki i techniki, otwarty i większy dostęp do wiedzy, wynalazek druku, podróże - wszystkie te czynniki, przy bogaceniu się większej warstwy społeczeństw i zwiększającemu się sukcesywnie popytowi na rzeczy "luksusowe i zbytkowe" spowodowały rozwój zawodu i uformowanie się grupy rzemieślników zwanych zegarmistrzami.

To z kolei zapewniło jasny system kształcenia - sposób i formę przekazywania wiedzy oraz umożliwiało wprowadzanie zmian konstrukcyjnych i technologicznych przez wszystkich związanych z zawodem, a nie tylko przez jednego wynalazcę. Teraz zegarmistrz to już nie zamawiany czy wędrowny "cudotwórca", zamknięty w klasztorze mnich wykonujący pojedyncze dzieło, lecz grupa znanych z nazwiska i osiadłych na stałe w danym mieście osób. Jak pisze Wiesław Głębocki w części zatytułowanej "Z kart przeszłości" książki "Zegarmistrzowie warszawscy XIX wieku" "W początkowym okresie, ze względu na małą liczbę majstrów, zegarmistrze, ślusarze, puszkarze, igielnicy, miecznicy szpadnicy i nożownicy stanowili jeden wspólny cech ślusarski. Przywilej tego cechu z 1535 r. złożony był z 31 paragrafów i zawierał między innymi ścisłe wskazówki co do "majstersztyków" wyzwolinowych. Każdy pragnący zostać mistrzem w swojej dziedzinie musiał wykonać odpowiednią pracę.[...]. Od pracujących nad sztuką zegarmistrzowską wymagano: "Któryby około małych zegarków robił, powinien sztukę robić zegar, który bije i półzegarze [...]. A jeśliby około wielkich zegarów robił, powinien zrobić na ścianę zegar, któryby kwatery bił i półzegarze".". Zorganizowanie się w cechach - początkowo łącznie z innymi zawodami, gdzie wspólnym mianownikiem był rodzaj i sposób obróbki materiału (metal kowalny), później już w samodzielnych cechach zegarmistrzowskich to najważniejsza zmiana formy - sposobu wykonywania zawodu. Równoczesne z tym przyjęcie ram organizacyjnych - określenie wymagań pod kątem szkolenia i wiedzy fachowej oraz innych regulacji ogólnych spowodowało wyodrębnienie się i okrzepnięcie grupy zawodowej.

Dziś dość dziwnymi wydają się wymogi stawiane braci zegarmistrzowskiej przez reguły cechowe. Powstały w 1752 roku samodzielny cech zegarmistrzów miasta Warszawy oparł swą działalność na przywileju obejmującym siedemnaście artykułów obowiązujących mistrzów, uczniów i wdowy po mistrzach. "Już pierwszy artykuł głosił, iż do cechu przyjęty mógł być jedynie rzemieślnik wyznania rzymskokatolickiego. Podobny warunek stawiano wobec ucznia, który przez sześć-siedem lat musiał terminować, aby zostać towarzyszem tzn. wyzwolonym. Następnie przez cztery lata winien wędrować po obcych krajach w celu doskonalenia się w swej sztuce. Ze skróconego czasu nauki korzystali jedynie synowie majstrów i czeladnicy ożenieni z wdowami po zegarmistrzach. Ażeby zostać mistrzem czeladnik powinien przepracować rok u majstra, a następnie wykonać w ciągu roku "sztukę mistrzowską naznaczoną przez starszych", a był nią na przykład zegarek kieszonkowy z datownikiem albo zegar podróżny, oraz drugą sztukę "wyrychtować" (naprawić przyp. autora). Po zaakceptowaniu pracy czeladnik wpłacał odpowiednią kwotę do skrzynki cechowej, przyjmował prawa miejskie i zostawał pełnoprawnym majstrem Konfraterni (cechu przyp. autora), mogącym prowadzić własny warsztat i kształcić uczniów. Ale i tu przepisy stawiały ograniczenia. Otóż majstrowi wolno było mieć tylko dwóch terminatorów i to pod warunkiem, że jeden z nich odbył już połowę czasu przewidzianego ustawą na naukę zawodu. Bywało jednak tak, że czeladnik uzyskiwał tytuł mistrza, często po długoletniej pracy w zawodzie dopiero wtedy, gdy był w stanie opłacić swoje wyzwolenie. Wdowy po zegarmistrzach dopóty mogły prowadzić dalej warsztat i utrzymywać najlepszego terminatora, dopóki nie poślubiły człowieka innej profesji. Wykonywanie zawodu było wyłącznym prawem mistrzów cechowych. Innych uważano za "fuszerów i partaczy" a wyroby ich podlegały konfiskacie." (Zeg. warszawscy, W. Głębocki)

Wymienione powyżej wymogi wydają się bardzo restrykcyjne i nieżyciowe, jednak właśnie one gwarantowały utrzymanie odpowiedniego poziomu jakościowego wytwórczości, świadczonych usług oraz szkolenia zawodowego, co w efekcie stało się podstawą zapewniającą prestiż zawodu

i konsolidację środowiska. Określenia "fuszer" czy "partacz" przetrwały w niezmienionej formie do dnia dzisiejszego, choć teraz służą one jako określenie osoby ze względu na niską jakość wykonanej pracy, a nie jej przynależności organizacyjnej.

Spoglądając na cały ten okres z punktu widzenia poziomu wykształcenia ogólnego na tle społeczeństwa trzeba przyznać, że osoby wykonujące zawód zmuszone zostały do oddania w tym względzie palmy pierwszeństwa. Awangarda wykształcenia skupiła się teraz wokół powstałych uniwersytetów. Przeciętny zegarmistrz pod kątem wykształcenia ogólnego i technicznego zajmował bardzo wysoką pozycję ale tylko wśród braci rzemieślniczej i w takim rzemieślniczym porównaniu był zawodem wymagającym szerokiej wiedzy. Oczywiście największe umysły, jak na przykład Adam Adamandy Kochański czy Jan Heweliusz zajmowały się pomiarem czasu i elementami rozwiązań konstrukcyjnych zegarów, jednak ich zainteresowania zegarmistrzostwem były tylko jednym z wielu i trudno zaliczać ich do przedstawicieli zawodu. Z drugiej strony zegarmistrz musiał być osobą kreatywną i praktycznie każdy produkt wykraczający poza czyste naśladownictwo wymagał pracy naukowej (konstrukcyjnej i doświadczalnej) oraz zyskiwał miano dzieła sztuki i to "sztuki" nie tylko w pojęciu cechowym. Wśród znaczących zegarmistrzów tego okresu pamiętać należy o twórcach słynnych zegarów kaflowych, talerzowych, stojących podłogowych czy powozowych i kieszonkowych.

Analizując pozycję finansową należy zdecydowanie pamiętać o hierarchii zawodowej i nie porównywać pozycji uczniów i czeladników w stosunku do wyzwolonego mistrza zawodu.

Prestiż i zawodowe wykształcenie można porównywać już tylko z innymi rzemieślniczymi zajęciami i na tym tle zegarmistrz musiał pozytywnie wyróżniać się ogólnym i technicznym poziomem wykształcenia, oraz uzdolnieniami manualnymi i kreatywnością.

Od połowy XIX przez drugą wojnę światową do "bitwy o handel".

Sytuację zegarmistrzów i zegarmistrzostwa w Polsce opisuje Brat Bernard Bartnik w nigdy nie wydanym, a napisanym w końcu lat osiemdziesiątych poprawionym i uzupełnionym I tomie Zegarmistrzostwa: "Gdy w połowie XIX wieku produkcja warsztatowa zaczęła przekształcać się w fabryczną, w Polsce istniały nadal liczne warsztaty zegarmistrzowskie. Nie mogły one jednak konkurować z tańszą fabryczną produkcją zagraniczną. Biedniejsi zegarmistrze skupili w swoich rękach naprawy i konserwację zegarów oraz pośrednictwo w sprzedaży gotowych zegarów. Zamożniejsi i bardziej przedsiębiorcy zegarmistrze przeistaczali się w kupców i właścicieli magazynów handlowych, za pośrednictwem których odbywał się import. W Warszawie istniało kilkanaście firm handlowych, w których można było kupić gotowe zegary zagraniczne. Magazyny prowadziły sprzedaż detaliczną i hurtową dla zegarmistrzów. Do dziś istnieją w Polsce szwajcarskie zegarki firmy OMEGA z napisem na tarczy: Jeznacki Warszawa, albo: A. Sulikowski Cracovie".

Można przyjąć, że podobna sytuacja występowała w każdym innym kraju niezależnie czy zagrożeniem była produkcja lokalna czy import. Powstające fabryki ze względu na koszt produkcji i jakość wyrobów zaczęły wypierać z rynku produkcji małe, często jednoosobowe czy rodzinne warsztaty zegarmistrzowskie wykonujące zegary.

Zgodnie z opisem Brata Bartnika trudno zamożniejszych dalej nazywać zegarmistrzami. Nowe zupełnie inne zajęcie przekształciło ich w handlowców zatrudniających swoich kolegów, już tylko naprawiających czasomierze w działach serwisowych sprzedaży.

Ta część zegarmistrzów, która znalazła zatrudnienie w powstających fabrykach, wciągnięta była w proces produkcji i tej produkcji została podporządkowana. Praktycznie zegarmistrz tam zatrudniony stawał się tylko pracownikiem fabryki wykonującym zadania produkcyjne (montaż) lub serwisowe. Zadania te były oczywiście związane z zawodem, jednak w świadomości osoba taka była raczej odbierana jako robotnik fabryki niż zegarmistrz. Większość kontynuowała naprawy istniejących czasomierzy i wprowadzała sprzedaż tych wyprodukowanych w fabrykach. Z czasem równocześnie ze wzrostem sprzedaży i profitem z niej wynikającym (dodatkowym lub większym od zysków z prowadzonych napraw) część warsztatów przekształciła się w sklepy prowadzące usługi naprawcze. Możliwość takiego przekształcenia zależna była od usytuowania warsztatu (handlowa część miasta) i możliwości finansowych właściciela.

Oczywiście część warsztatów przestała istnieć. Niektóre na skutek braku kontynuatora, inne w wyniku także dziś spotykanego przebranżowienia się. Rozwój technologiczny i zmiany gospodarcze wprowadziły tylko nową formę zawodu i jego służebną rolę w stosunku do produkcji i sprzedaży.

Praktycznie z upływem czasu przestały istnieć warsztaty zegarmistrzowskie produkcyjne, zastąpione przez fabryki. Dawne warsztaty, które przeobraziły się w sklepy, na pierwszym miejscu stawiały sprzedaż wyrobów co powodowało, iż zegarmistrz stawał się tylko jednym z współpracowników firmy. Z drugiej strony, mimo że rozwój produkcji przemysłowej spowodował, iż zegarek przestał być przedmiotem zbytku, to upłynąć miało jeszcze wiele czasu nim stał się dostępnym dla każdego. Tak więc, zwiększająca się na rynku ilość czasomierzy, zdecydowanie wyższe koszty zakupu wyrobów nowych w stosunku do naprawy istniejących, oraz porównywalna niezawodność nawet dla produktów wielokrotnie naprawianych powodowała, że na rynku mogły równolegle prosperować warsztaty, których podstawowym źródłem dochodu były naprawy.

Zegarmistrzostwo - jako zawód, który wyrósł z budowy zegarów i jeszcze na początku XIX wieku szczycił się wytwarzaniem kompletnych czasomierzy, a naprawy traktował jako działalność uzupełniającą szybko zmienił podstawę swojej działalności.

W "Tygodniku Ilustrowanym" z 1887 roku dziennikarz w jednym z artykułów zapisał:

"Dotychczas nasze zegarmistrzostwo zajmuje się prawie wyłącznie naprawianiem popsutych czasomierzów, handlem wyrobów zagranicznych i jest raczej pośrednictwem niż fabrykacją. Rzadko który zegarmistrz zrobił w swoim życiu zegarek całkowity, lubo ta gałąź przemysłu ma u nas popyt dobry i mogłaby się oprzeć na własnych siłach. Ale szkopułem dla niej, jako dla krajowej fabrykacji, kto wie czy nie był ów zgubny przesąd, że tylko to coś warte, co obce. Wolno być Polakom najlepszymi w świecie zegarmistrzami, ale za granicą. Zegarków Patka i Gostkowskiego poszukują wszyscy pod warunkiem, aby nadchodziły z Genewy".

Trudno dziś rozsądzać, czy były w naszym kraju możliwości stworzenia silnego zegarkowego przemysłu produkcyjnego, a jak wyżej wspomniano rozwój zegarmistrzostwa jako zawodu od miejsca lokalizacji takiej produkcji raczej nie był bezpośrednio zależny. Jest jednak godnym uwagi fakt, że na bazie funkcjonujących do niedawna pracowni zegarmistrzowskich produkujących zegary i zegarki nie wyrósł, choć na jakiś czas, żaden znaczący producent zegarków. Podobne zjawisko możemy jednak zaobserwować we wszystkich krajach poza Szwajcarią, która stała się największym producentem przemysłu zegarkowego, oraz niemieckim Szwarcwaldem, w których powstały znaczące ośrodki produkcji zegarków i zegarów.

Rozwój zegarmistrzostwa, jako dziedziny techniki skupił się wokół producentów, a praktykowanie tak rozumianego zawodu dotyczyło prac wykonywanych w punktach usługowych naprawiających czasomierze. Tak więc zauważamy wyraźny rozdział, gdzie zegarmistrzostwo jako dziedzina techniki podlega rozwojowi w ośrodkach związanych z produkcją, oraz zegarmistrzem jako osobą związaną tylko z usługami naprawczymi.

Rezerwując określenie zegarmistrz już tylko dla osoby naprawiającej zegarki, musimy zauważyć, że pozycja zegarmistrza stała się także podrzędna względem właścicieli firm prowadzących sprzedaż czasomierzy i zatrudniających zegarmistrzów w dziale serwisu, a także względem właścicieli firm nastawionych na naprawy. Właściciele ci nie musieli być równocześnie zegarmistrzami, choć często nimi byli. Zdecydowanie gorsza, była pozycja finansowa pracowników najemnych w stosunku do właścicieli sklepów i zakładów. Należy jednak pamiętać, iż pozycja pracownika najemnego wyróżniała się pozytywnie w stosunku do innych pracowników najemnych a pozycja właściciela była dobra, choć nie wykraczała znacząco ponad pozycję właścicieli prowadzących inne sklepy czy hurtownie. Lepsza pozycja pracownika najemnego wynikała z koniecznych, do wykonywania zawodu, większych zdolności manualnych, percepcji wiedzy oraz kreatywności a z drugiej strony dłuższego okresu kształcenia adeptów zawodu.

Okres drugiej wojny światowej nie wpłynął w żaden sposób na zmiany w profilu zawodu czy pozycji zegarmistrza, mimo że, istotnym elementem były oczywiście zmiany w produkcji fabryk zegarkowych w krajach ogarniętych wojną.

Taka sytuacja utrzymywała się i prawdopodobnie ewoluowałaby powoli, gdyby nie zmiany ustrojowe i tak zwana "bitwa o handel" w Polsce, dzięki którym u nas ewolucja przebiegała gwałtownie a zmiany różniły się znacznie od zmian w innych krajach.

Od "bitwy o handel" do rewolucji kwarcowej końca lat siedemdziesiątych

Ogólne efekty działania władz wynikające z tak zwanej socjalistycznej polityki gospodarczej są wszystkim znane i nie potrzeba się nad nimi dużej rozwodzić. Zakaz prywatnego importu, upaństwowienie punktów sprzedaży, doprowadzenie do likwidacji większości prywatnych punktów usługowych, zmiany lokalizacji broniących się przed likwidacją, powstanie przedsiębiorstwa państwowego "Jubiler" - obok sprzedaży prowadzącego działalność usługową, powstanie spółdzielni zegarmistrzów to hasłowy przekaz likwidacji historii i tradycji zawodu oraz prób utrwalenia nowego ładu rzemieślniczego. Mimo tak krótkiego czasu, który upłynął od tych działań, dziś nieprawdopodobnym wydaje się fakt, że jeszcze pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku niektórzy z prominentów partyjnych za swój cel przyjmowali likwidację prywatnych punktów usługowych na reprezentacyjnych ulicach miast. Dziś nie ma także sensu powtarzać opowiadań o prześladowaniach osób wykonujących zawód i wykazujących indywidualną aktywność, tym bardziej, że wobec przetrwania części zakładów - mniej dociekliwi obserwatorzy widzą ten czas przez pryzmat obecnej wolności gospodarczej, nie przyjmując do wiadomości tragedii osób działających w tamtych czasach. Informacje te, w kontekście rozważań o pozycji zegarmistrza pokazują jednak stosunek władzy państwowej do prywatnej działalności, a taką prywatną działalność prowadził zegarmistrz. W analizie tego okresu należy także pamiętać, że obok centralnej polityki gospodarczej stopień zmian własnościowych w zegarmistrzostwie zależał w dużej mierze od rejonu kraju oraz "poprawności politycznej" i zaangażowania lokalnych urzędników.

Pierwszą najważniejszą zmianą tego okresu było upaństwowienie handlu, co spowodowało ostateczne oddzielenie zawodu zegarmistrza od obrotu handlowego czasomierzami. W drabince produkcja-dystrybucja-serwis od tego momentu zawód zegarmistrza związany jest już tylko i wyłącznie z ostatnim ogniwem tego podziału - serwisem.

Drugą najważniejszą zmianą tego okresu było wykrystalizowanie się trzech zdecydowanie różniących się form wykonywania identycznego zawodu. Zegarmistrz w: przedsiębiorstwie państwowym "Jubiler" powstałym w 1953 roku, zegarmistrz w spółdzielczym zakładzie pracy (od początku lat pięćdziesiątych) i zegarmistrz prywatny mimo identycznego zajęcia jakim jest naprawa czasomierzy znacząco różnią się między sobą sposobem wykonywania zawodu.

Zegarmistrz w przedsiębiorstwie państwowym ma zapewniony dostęp do importowanych części zamiennych, oraz krajowych możliwych do zamówienia przez władze firmy. Może brać udział w szkoleniach zawodowych organizowanych w kraju jak i za granicą. Z drugiej strony system pracy i wynagrodzeń zniechęca tego zegarmistrza do indywidualnej aktywności, co przejawiało się rezygnacją z wykonywania usług wymagających dorabiania części zamiennych. Zegarmistrz pracujący w zakładzie państwowym jest objęty "parasolem ochronnym" przed różnorakimi kontrolami urzędów państwowych czy organizacji społecznych ze względu na państwową własność firmy i podległość służbową.

Zegarmistrz prowadzący prywatny zakład usługowy nie ma formalnego dostępu do importowanych części zamiennych, może się jednak bez przeszkód zaopatrywać się u prywatnych producentów krajowych, elastycznych pod kątem profilu produkcji. Nie ma dostępu do szkoleń zawodowych i jest narażony za dokuczliwość regularnych kontroli urzędowych. Dziś z humorem można opisywać tłumaczenia "prywaciarzy" przed kontrolami dotyczące pozyskiwania części zamiennych, czy opłacalności prowadzenia działalności, jednak w tamtych czasach nachalność urzędników państwowych, w zależności od rejonu kraju doprowadzała nawet do 100-tu procentowej likwidacji zakładów prywatnych. Utrzymanie działalności zakładu usługowego, nie mając dostępu do oryginalnych części zamiennych, powoduje że pracujący tam zegarmistrz zmuszony jest do utrzymywania jakości usług na zdecydowanie wyższym poziomie wyrażającym się w dorabianiu części zamiennych czy zajmowaniu się naprawami nietypowych rozwiązań konstrukcyjnych, rzadziej spotykanych mechanizmów zegarowych. Nie bez znaczenia był także bezpośredni kontakt osobowy klienta z wykonującym usługę rzemieślnikiem w zwykle małych zakładach prywatnych.

Miejsca spółdzielczych zakładów usługowych można szukać dokładnie pomiędzy zakładami państwowymi i prywatnymi i to praktycznie pod każdym względem różniącym te zakłady. Zjawisko, które możemy nazwać "płynnością środka" w kierunku lepszego lub gorszego położenia pracowników-zegarmistrzów i spółdzielców zależała w dużej mierze od zaradności władz spółdzielni.

Powyżej opisany podział wydaje się być stabilny i statyczny. W rzeczywistości zmiany były bardzo dynamiczne, zależne od zupełnie różnych, czynników zewnętrznych takich jak: rozwój techniczny, współpraca handlowa ze Związkiem Radzieckim, zmiany polityczne w kraju. Wszystkie ta zjawiska łącznie spowodowały, że zegarek stał się przedmiotem dostępnym dla szerokiej części społeczeństwa, a wobec dość niskiej jakości wyrobów radzieckich zwiększyła się znacznie podaż na pracę zegarmistrza. Dynamika zmian wyznaczała nowe bieguny określające położenie zegarmistrza: od sytuacji w której ilość napraw była bardzo mała, tak że należało walczyć o każdego klienta, do momentu w którym zegarmistrz przyjmował do tylko taką ilość (i jakość) napraw, którą mógł w czasie swojej pracy naprawić; od niedostępności oryginalnych części zamiennych, dla prywatnego rzemieślnika do możliwości zakupu części w przedsiębiorstwie państwowym "Jubiler"; od nagminnych kontroli urzędników do "zielonego światła dla rzemiosła"; od prywaciarzy i złodziei kamieni do rzetelnych fachowców i potrzebnej klasy średniej przedsiębiorczości. Tak jak dynamiczne były zmiany wymienione powyżej, tak dynamiczna była sytuacja finansowa zegarmistrza - od dość skromnych dochodów i małej ilości pracy, do niezłej, a czasami wręcz bardzo dobrej pozycji finansowej. Niezależnie od poziomu przychodów, można przyjąć, że przez cały opisywany okres pozycja finansowa rzemieślników prywatnych była lepsza od innych zegarmistrzów. Poziom wykształcenia obniżał się na tyle, na ile brak było powszechnego uznania dla rzemiosła i usług. Można założyć, że wśród osób wykonujących zawód niewielu było takich, którzy skończyli wyższe studia. Z drugiej strony należy pamiętać, że zawód zegarmistrza pozostawał niezależny od państwowych wymogów politycznych i z tego powodu uciekali się do niego także ci, którzy chcieli pozostawać z daleka od politycznego zaangażowania.

Od rewolucji kwarcowej do zmian gospodarczych początku lat dziewięćdziesiątych

Wejście na rynek zegarków wyrobów elektronicznych, a szczególnie masowa produkcja bardzo tanich zegarków z wyświetlaczem cyfrowym zmieniła gwałtownie rynek produkcji i serwisu zegarków a co za tym idzie pracę zegarmistrza. Aby podkreślić znaczenie tych zmian, odwołajmy się do Szwajcarii - kraju będącego liderem w produkcji luksusowych zegarków, gdzie z istniejących ponad 4500 firm zegarkowych w krótkim czasie pozostało tylko około 450. I choć z dużą dozą prawdopodobieństwa należało założyć, że podobnego typu zjawisko będzie można zaobserwować w sektorze usług zegarmistrzowskich w tym w zegarmistrzostwie polskim, to o dziwo u nas stało się inaczej. I choć nie rosła ilość punktów usługowych, to w istniejących zwiększała się znacząco ilość zleceń oraz dochodowość pracy. Wszystko to działo się właśnie dzięki rosnącej ilości tanich i nienaprawialnych (jednorazowych) zegarków elektronicznych. Zegarki te zwiększyły jeszcze bardziej dostępność wyrobu jakim jest zegarek i wbrew nazwie w naszym kraju nie były one jednorazowe a wręcz nagminnie naprawiane. To zjawisko w ciągu kilku lat spowodowało, że poszczególni zegarmistrzowie byli zmuszeni szybko opanować podstawy zupełnie nowej nauki technicznej - elektroniki. Dla starszych i konserwatywnych zegarmistrzów, niechętnych wobec jakichkolwiek zmian, tak duża odmiana okazywała się niemożliwa do zaakceptowania mentalnie. Dla niektórych była także trudną lub wręcz niemożliwą do przyjęcia ze względu na możliwość percepcji wiedzy. Tacy zegarmistrze pozostając tylko przy naprawach zegarków mechanicznych znacząco ograniczali ilość wykonywanych przez siebie usług a co za tym idzie także swoje dochody. W niektórych wieloosobowych zakładach pracy dochodziło wręcz do specjalizacji i podziału na zegarmistrzów tradycyjnych i "zegarmistrzów-elektroników". Te największe zakłady usługowe liczyły nawet powyżej pięciu pracujących zegarmistrzów. Wobec powszechności zegarka jako przedmiotu codziennego użytku, oraz dużego zapotrzebowania na pracę zegarmistrza, przy dużej ale nie zwiększającej się ilości rzemieślników, pozycja finansową zegarmistrzów, szczególnie tych, którzy samodzielnie poznawali nowe rozwiązania mechanizmów zegarkowych, można uznać za dobrą i bardzo dobrą. W tym miejscu zaakcentować problem kształcenia nowych adeptów sztuki zegarmistrzowskiej. Mimo powszechności zegarka i dobrej sytuacji materialnej zegarmistrzów to właśnie na początku lat osiemdziesiątych poprzedniego wieku należy odnotować ostatni narybek młodych zegarmistrzów. Powszechna obawa braku perspektyw zawodowych, przy długim czasie potrzebnym do opanowaniu podstaw zawodu, oraz atrakcyjność innych nauk technicznych (elektroniki, informatyki czy automatyki) spowodowały, że potencjalni kandydaci na zegarmistrzów wybierali inne zawody. Nawet potomkowie zegarmistrzów rozpoczynający w tym czasie naukę zawodu zwykle nie kontynuowali tradycji rodzinnej.

Rozpatrując ewolucję zawodu spowodowaną upowszechnieniem się zegarków elektronicznych (początkowo cyfrowych a później analogowych) należy pamiętać, że podobne zmiany mogłyby nastąpić wcześniej, w przypadku upowszechnienia zegarków jednorazowych typu Ruhla lub jednorazowych plastikowych modułów mechanizmów zegarków, od których szerokiego wprowadzenia o krok była szwajcarska firma Tissot. Szybkość z jaką zegarek elektroniczny zawojował rynek użytkowników zegarków świadczy jednoznacznie o przewagach użytkowych takich właśnie zegarków.

Od zmian gospodarczych początku lat dziewięćdziesiątych do chwili obecnej

Zmiany gospodarcze początku lat dziewięćdziesiątych, podobnie jak wspomniana poprzednio "bitwa o handel", nie były bezpośrednio związane z zawodem, jednak ze względu na głębokość przemian społeczno-gospodarczych zaważyły na nim znacząco. Jeśli do tego dodamy, następujący w tym samym czasie, szybki postęp techniczny to nie dziwią nas ogromne przeobrażenia jakie dokonały się pod każdym względem wykonywania zawodu. Zmiany te swoją głębokością i szybkością zaskakiwały nawet najbardziej przewidujących obserwatorów zawodu. Powrót do normalności w systemie najmu lokali użytkowych, odrodzenie się prywatnego handlu, stworzenie możliwości korzystnego wydzielenia się z jednostek państwowych i spółdzielczych oraz szeroki import zegarków wyższej klasy, to dane początkowe ogólne wynikające ze zmian systemowych. Wzrost jakości czasomierzy, realny spadek cen zegarków to dane początkowe techniczne występujące na rynku zegarków. Razem obydwie te przyczyny zapoczątkowały procesy zmian w zawodzie. Urynkowienie wysokości stawek najmu, i wypowiedzenia umów najmu spowodowały likwidacje wielu punktów usługowych, czy zmiany w ich lokalizacji. Dalszym efektem takich zdarzeń były częste rezygnacje z wykonywania zawodu zegarmistrza, lub oficjalnego wykonywania zawodu. Likwidacja firm państwowych i spółdzielczych to kolejna przyczyna rezygnacji z wykonywania zawodu, czy rozpoczęcia działalności na własny rachunek.

Zdecydowany wzrost jakości technicznej i niezawodności produktu gwarantowały zwiększenie sprzedaży a szeroki import takich zegarków zapewnił ich obecność na rynku. Z drugiej strony wzrost poziomu finansowego społeczeństwa umożliwił powszechną dostępność zegarka, i to do tego stopnia, że niektóre z nich w końcu przestały być naprawiane i na reszcie stały się wyrobami jednorazowymi. Wszystkie te czynniki spowodowały spadek zapotrzebowania na usługi zegarmistrzowskie. Z drugiej strony umożliwienie prowadzenia handlu powodowało powrót zawodu zegarmistrza do poprzedniego ogniwa w łańcuchu: produkcja-sprzedaż-serwis -do sprzedaży czasomierzy. Część zegarmistrzów, niestety znacząco mniejsza część z istniejących w tym momencie zakładów, szybko i jednoznacznie rozszerzyła swoją aktywność o sprzedaż i w krótkim czasie na niej oparła dochodowość działalności. Dobre lata poprzednie oraz zadowalająca w danym momencie ilość i wartość zleceń (bez patrzenia w przyszłość) nie zmusiła pozostałych do szybkiej zmiany, a przejmujące rynek sprzedaży nowe sklepy sprzedające czasomierze możliwość takich zmian skutecznie zamknęły. Dziś w każdym mieście można wskazać zaledwie pojedyncze przypadki zegarmistrzowskich zakładów usługowych, które korzystając z możliwości wprowadzenia sprzedaży, na niej oparły swoją dalszą działalność i utrzymały dobrze usytuowany lokal lub zmieniły lokalizację na lepszą. Najlepszym przykładem takiego zjawiska może być znany mi osobiście punkt usługowy z pobliskiego dla Torunia Inowrocławia. Z pięciu wspólnie pracujących dobrze wykształconych zawodowo kolegów, na początku omawianego okresu dwóch było w wieku emerytalnym, troje nie przekraczało wieku 35-ciu lat. Dziś z trojga aktywnych zawodowo pierwszy prowadzi sklepy ze sprzedażą obuwia, drugi jest współwłaścicielem sklepu zielarskiego i tylko jeden prowadzi sklep i zakład naprawczy zegarków. Opisany wyżej zakład usługowy może być także doskonałym przykładem kolejnej zmiany dotyczącej liczebności zakładów - można z dużą dozą prawdopodobieństwa, można założyć, że obecnie nie istnieją punkty świadczące tylko usługi naprawcze w których znajduje się więcej niż jeden zegarmistrz.

W ostatnich latach zegarmistrzów wykonujących zawód można znajdować w następujących zależnościach pracowniczych:

Zegarmistrz prowadzący sklep i zakład usługowy, zatrudniający zegarmistrzów i osoby obsługi sprzedaży.

Zegarmistrz prowadzący samodzielny punkt usługowy i wspierający działalność sprzedażą czasomierzy.

Zegarmistrz wynajmujący część powierzchni w lokalu sklepowym i prowadzący własną działalność usługową.

Zegarmistrz zatrudniony na etacie (obejmującym często także sprzedaż wyrobów) w punkcie prowadzącym sprzedaż czasomierzy.

Zawodowe perspektywy na przyszłość, czyli wróżenie z fusów.

Jeśli w tym punkcie rozważań spodziewaliście się uzyskać szczegółowy program zmian i rozwoju zawodu, to muszę Państwa zmartwić. Przyznając z pokorą, że zmiany mogą pójść w zupełnie różnych kierunkach, czego dowodem są okresy poprzednie w analizie skupię się tylko nad faktami i wskaźnikami stymulującymi przyszłe dzieje zegarmistrzostwa.

  1. Wskaźniki pozytywne dla rozwoju zawodu
    • zmiany w podstawowej funkcji zegarka z przyrządu pomiarowego na element stroju. Od zegarka jako elementu stroju oczekuje się zdecydowanego podkreślenia prestiżu właściciela, o co za tym idzie nie ogranicza się ceny zegarka. Z tego samego powodu większe znaczenie mają zegarki mechaniczne.
    • ogólny wzrost poziomu cen czasomierzy markowych, przy ich zwiększonej sprzedaży
    • ułatwiony dostęp do ogólnoświatowego systemu kształcenia zawodowego
    • normalizacja mechanizmów i ich części, co powoduje ułatwiony do nich dostęp
    • ułatwiony dostęp do informacji i sytemu zamawiania części zamiennych
    • zmniejszające się koszty i czas transportu części zamiennych
  2. Wskaźniki negatywne dla rozwoju zawodu
    • brak "fascynacji zegarkowej", co w dalszym kroku powoduje brak zainteresowania zegarmistrzostwem także jako potencjalnym zawodem
    • istniejący już dziś brak młodego pokolenia zegarmistrzów
    • upadek organizacji branżowych
    • upadek systemu kształcenia i wspierania wysokiej jakości świadczonych usług
    • likwidacja zbliżonych kierunków nauczania na uczelniach technicznych
    • niezrozumienie współzależności na styku sprzedaż-serwis
    • Sprzedawca-właściciel sklepu musi pamiętać, że serwis jest jednym z niezbędnych warunków zapewnienia pełnej obsługi sprzedaży, a jego obecność i jakość w sposób bezpośredni wpływa na jej wielkość. Można stwierdzić, że obecność zegarmistrza, lub osoby zastępującej jego funkcje, jest niezbędna nawet jeśli nie przynosi ona bezpośrednio widocznego zysku finansowego ze świadczonych usług.
    • Zegarmistrz-serwisant musi pamiętać, że warunkiem opłacalności działalności branży jest sprzedaż produktów i wszystkie działania wszystkich ogniw branży są temu celowi podporządkowane. Dostęp do informacji branżowych i części zamiennych są uwarunkowane dobrą współpracą z "produkcją i sprzedażą". Przy spełnieniu tego warunku oraz odpowiedniemu oprzyrządowaniu i zapewnieniu wysokiej jakości świadczonych usług zawód zegarmistrza może zapewnić wysoką opłacalność pracy.
    • zmniejszające się koszty i czas transportu powodują, że taniej jest ekspediować wyroby do wyspecjalizowanych serwisów, niż utrzymywać zegarmistrza
    • ciągłe przemieszczanie się "w górę" granicy poziomu cenowego czasomierzy, które podlegają naprawom serwisowym ze względu na wskaźnik: cena naprawy - cena produktu - chęć zmiany, co powoduje zmniejszenie się ilości zegarków naprawianych
    • rozwój techniczny i wzrost jakości materiałów powodujące zmniejszenie się częstotliwości napraw serwisowych
    • masowa produkcja i "rozdawnictwo" czasomierzy jednorazowych i reklamowych

Podsumowanie

Spoglądając dziś, przez perspektywę całych wieków na zegarmistrza i jego pracę, musimy zauważyć, że z zawodu niegdyś nobliwego i niezbędnego dla funkcjonowania każdego społeczeństwa przeistoczył się on w zawód marginalny i użyteczny tylko dla posiadaczy luksusowych czasomierzy. Czasomierzami luksusowymi określam tutaj wyroby o wartości historycznej lub o odpowiednio wysokiej (z punktu widzenia obsługi serwisowej) wartości materialnej produkty na bieżąco produkowane. Należy także zauważyć diametralną zmianę poziomu wykształcenia zegarmistrza co spowodowane jest formą zawodowego zajęcia - od twórcy i kreatora a co za tym idzie osoby zdecydowanie wyrastającej ponad przeciętność pod kątem wykształcenia, do "wymieniacza" podzespołów mechanicznych czy szczególnie elektronicznych, do którego to zajęcia nie wymagano szczególnego poziomu wykształcenia osoby go wykonującej. Te zmiany, obok zmiany w sposobie postrzegania czasomierza; z przedmiotu dekoracyjnego o nieznacznych walorach użytkowych, przez lata ukierunkowania i doskonalenia techniczno-użytkowych własności czasomierzy (i osiągnięcia swego rodzaju apogeum w zegarach atomowych) do powrotu na piedestał walorów dekoracyjnych i przyzwolenia na znaczące (względem wzorca) niedokładności nawet wysokiej klasy "mechaników", należy uznać za najważniejsze w historii zawodu. Tendencję ostatnich lat można uznać jako swego rodzaju powrót do początków zegarów i zegarków.

Równocześnie dzięki specyfice produktu i systemowi serwisu, niezależnie od ewolucji zawodu, w ostatnich latach wyrosła i prawdopodobnie będzie się powiększać cała grupa "zastępców" wypełniających najczęstsze i najprostsze czynności zegarmistrza (wymiana baterii, zmiana paska) oraz dokonujących pierwszej weryfikacji przy przyjęcie przedmiotu do naprawy. W ten sposób zakwalifikowany do naprawy czasomierz będzie kierowany do współpracującego zegarmistrza lub serwisu producenta. Osoby takie, choć wykonują pewien zakres prac zegarmistrzowskich z premedytacją nie nazwałem zegarmistrzami lecz "zastępcami", bo ta część wykonywanej przez nich pracy zegarmistrzowskiej prawie nie wymaga zawodowego szkolenia. Ich ilość oczywiście będzie miała negatywny wpływ na opłacalność pracy, a co za tym idzie ilość wykonujących zawód zegarmistrzów.

Zjawiskiem zakłócającym proces marginalizacji, czy wręcz zaniku zawodu jest odrodzenie się w ostatnich latach przychylnego spojrzenia na zegarki mechaniczne a co za tym idzie znacznego wzrostu produkcji i usług serwisowych tych zegarków. Oczywiście mimo wspomnianego trendu nigdy już nie będzie miejsca dla tak wielkiej rzeszy zegarmistrzów jak w dobie królowania produkcji i napraw zegarków mechanicznych. Twierdzenie takie wydaje się być niepodważalne, niezależnie od ilości użytkowników czasomierzy (procent osób nie używających tego instrumentu jest przecież znaczący) gdyż nie wszyscy użytkownicy wrócą do zegarków mechanicznych, a do tego te ostatnie są zdecydowanie wyższej jakości w porównaniu do wyrobów epoki "przed kwarcowej".

W tym miejscu należy także zaznaczyć, że spójność rynku zegarków historycznych i nowo produkowanych w aspekcie zainteresowania tylko zegarkami mechanicznymi i to często mechanicznymi wyposażonymi w dodatkowe funkcje, wymaga wyższego poziomu wykształcenia (percepcji wiedzy) od wykonujących usługi naprawcze.

Zapewnienia ciągłości zawodu zegarmistrza, nawet przy zmniejszonej liczbie osób go wykonujących należy upatrywać w ilości znajdujących się na rynku luksusowych czasomierzy. Idąc dalej, ilość tych zegarków zależna będzie od finansowych możliwości społeczeństwa oraz (i przede wszystkim) od sposobu postrzegania i popularności (w aspekcie zwracania uwagi na jakość wyrobu) czasomierza. Można także założyć, że poziom wiedzy zawodowej i jakość wykonywania usług zegarmistrzowskich zależna będzie od średniego wykształcenia społeczeństwa oraz średniego wykształcenia wybierających ten zawód adeptów. Jak wykształcony będzie młody człowiek, statystycznie najczęściej wybierający zawód zegarmistrza, najprawdopodobniej zależne będzie od wspomnianych już, w aspekcie ilości zegarmistrzów, sposobu postrzegania i popularności zegarków.

Kończąc należałoby wszystkim użytkownikom zegarków życzyć, by osób wykonujących ten wybrany przeze mnie zawód (nie tylko w aspekcie tematu referatu) wykonywała optymalna ilość prawidłowo wykształconych osób.

Władek Meller

odCzasu doCzasu

Centrum Złote Tarasy
ul. Złota 59, 00-120 Warszawa
  • telefon 022 222 03 05
  • telefon/fax 022 222 03 06
otwarte
  • poniedziałek - sobota 10.00 - 22.00
  • niedziela 10.00 - 20.00

Od Czasu Do Czasu - Zegarki i Biżuteria

Szukaj