Do Bazylei z Denisem Rodmanem

    A więc to było tak, że do Bazylei wybrałem się z dwoma serdecznymi kolegami, którzy też interesują się zegarkami (mniej jak ja, ale zawsze) lecz nie tylko, co będzie miało pewien wpływ na dalszą część mojej opowieści.
Rano wybraliśmy się pociągiem z Berna do Basel (to słowo „pociąg” w Szwajcarii oznacza całkiem coś innego jak u nas, wspólne są tylko szyny i prąd) gdzie w miłej atmosferze, przy piwie czyniliśmy plany na tak mile rozpoczęty dzień. Po super punktualnym i bez wstrząsów i kołysań przyjeździe na miejsce (polecam wszystkim, którzy mieli nieszczęście skorzystać z toalety w polskim pociągu podczas jazdy, inaczej przecież nie można, sprawdzenie tego samego w pociągu szwajcarskim) tramwajem dojechaliśmy na teren BaselWorld. Tłumnie i szumnie w otoczeniu różnojęzycznego gwaru i wielu interesujących kobiet weszliśmy na wystawę i jak zwykle zaczęło się bieganie i oglądanie. Na pierwszy ogień poszedł Zenith i Rolex. I tu niestety rozczarowanie, o ile poprzednio Chronomaster Open, Tourbillon czy inne z tej linii były dla mnie zachwycające, tak dziś wynalazki w stylu high-tech połączony z wozem pancernym czyli tzw. Defy – brak mi słów. Zawiodłem się w tym roku na Zenith i mam nadzieję, że się to w przyszłym nie powtórzy, za to Rolex jak to Rolex, stabilny (wiem co chcecie powiedzieć o Rolexie, dużo już słów padło na ten temat na naszej stronie) ale mnie np. nowy Prince całkiem, całkiem.
Potem było Ulysse Nardin no i Wielki PATEK PHILIPPE !!!
Jednak na żywo to nie to samo co w katalogu, a modele 5070, czy Gondolo Calendario oraz nowy 5860 skłoniły mnie do szukania w myślach po pierwsze co by tu ewentualnie sprzedać, po drugie jak się wytłumaczyć z kupna kolejnego zegarka. Cuda!

Tuż za "Patkiem" stylowe stoisko Chopard. Dużo biżuterii, ale Gran Turismo XL Chronometer – tegoroczna pamiątka rajdu Mille Miglia też znajduje się na liście moich priorytetów.
Tę sielską – anielską atmosferę przerwali, również zachwyceni co prawda, koledzy z propozycją aby gdzieś tu może usiąść i w miłej, a wspomaganej atmosferze przyjemnie pogawędzić. No cóż, przystałem na tę propozycję, i muszę powiedzieć, że po godzince czy więcej stwierdziłem iż Wiliams tam serwowany ma paskudny gruszkowy smak oraz wywołuje zgagę.
Wróciliśmy do zegarków, ale spacerując po targach stwierdziłem iż obsługa niektórych stoisk wzbudza nasze znacznie większe zainteresowanie niż pokazywane, nierzadko rewelacyjne egzemplarze zegarków. To natchnęło mnie do wyartykułowania myśli, iż nie tylko  dla zegarków tu chyba przyjechaliśmy. Aby nie wyjść po przyjeździe na kompletnego ignoranta, wziąłem katalog, w którym pokazano wszelkie nowości, wychodząc z założenia, że przecież aktualną produkcję już znam.
I tak w tym szybko–wolnym tempie zwiedzania zachwycił mnie Jaquet Droz, oraz jak zwykle Blancpain.
Potem po wejściu na stoisko Glashuette zobaczyłem moje marzenie ze snów, które teraz się ucieleśniło ! Piękny ciemny mebel w lakierze fortepianowym, wielkości szafki na „wieżę hifi” jak to się kiedyś określało, na dole barek widoczny przez szybkę w drzwiach, piętro wyżej humidor na cygara, potem nakręcarka na pięć zegarków, całość zwieńczona odchylanym blatem z wbudowanym plazmowym ekranem – CUDO !
Muszę takie mieć – no i przepiękny Glashutte Panomatic chrono!!!! Ludzie – przecież za chwile będę bankrutem z drogimi zegarkami, więc aby ochłonąć stwierdzamy że stanowczo jest wymagana przerwa na małe co nieco .
Potem już szybko do kupienia: Tag Heurer nowa Carrera w złocie, Chronoswiss Digiteuhr. („Chronoswissów” ciekawych więcej mam na oku), a może coś jednak z Breugeta ?? Niestety nawet te wirtualne pieniądze zaczynają się kończyć, więc wychodzimy na zewnątrz ochłonąć. Ale to nie koniec bo w hotelu obok – H.Moser & Cie – po raz pierwszy na żywo.   2-gie piętro, przemiła Pani nas oprowadza, dostajemy katalogi i słodycze, a zegarki jeszcze wspanialsze niż w katalogu, więc lista marzeń wzrasta, jak nie Moser Perpetual 1 to może chociaż Mayu ? Któż to wie, więc schodzimy na dół do baru w lobby gdzie wzbudzamy sensację zamawiając czystą wódkę. Kelnerka trzy razy z nadzieją w głosie pyta czy aby na pewno nie drinki, po czym z konsternacją udaje się za kontuar aby po długich a ciężkich poszukiwaniach przynieść, w szklankach i na lodzie jak whisky !! No cóż, służba nie drużba, pijemy. Przy stoliku obok nas jakiś wielki, ufarbowany, wytatuowany murzyn w otoczeniu kilku ludzi, po paru głębszych pada hasło – Rodman, ale nie skąd by przecież. W końcu po chyba godzinie pojawiają się łowcy autografów – jednak Rodman.
Ale cóż na zakończenie nieskromnie powiem, że i tak w młodziutkiej kelnerce my trzej z Polski zamawiający wódkę wzbudziliśmy większe zainteresowanie niż słynny koszykarz z USA. I tak powoli zebraliśmy się i poszliśmy na zwiedzanie starówki w Basel, ale to temat na odrębną historię.

Dariusz Chlastawa
Klub Miłośników Zegarów i Zegarków

 

odCzasu doCzasu

Centrum Złote Tarasy
ul. Złota 59, 00-120 Warszawa
  • telefon 022 222 03 05
  • telefon/fax 022 222 03 06
otwarte
  • poniedziałek - sobota 10.00 - 22.00
  • niedziela 10.00 - 20.00

Od Czasu Do Czasu - Zegarki i Biżuteria

Szukaj