Genewa - raj zegarkowy

Genewa, ach Genewa – to już większa zegarkowa powaga, luksus i najwyższy poziom w każdym calu. Tak więc, ładnie wyszykowany - na ręku Vacheron Constanin Malte Dual Time Regulator, wsiadam rano do pociągu relacji Bern - Genewa (pierwsza klasa, a jakże, przecież tu inaczej nie wypada) i pełen powagi na zewnątrz, a w środku kipiący jak siedmiolatek przed Mikołajem czekam jak upłyną te dwie godziny jazdy. Nerwowo czytam maile, robię jakieś zapiski a czas wlecze się niemiłosiernie. Kilka telefonów, znów zapiski i maile, spać – nie ma szans przecież ! Ale w końcu – miły głos, po kolei w trzech językach – „final station Geneva Airport” – ten chociaż rozumiem i wysiadam. Nareszcie. Jeszcze tylko kilka korytarzy, schody i wychodzę na teren Palexpo. Choć ciepło, zgrzany trochę z wrażenia z nieprzystojnym do stroju i powagi pędem wpadam do hali, bramki do prześwietlania jak na lotnisku, zostawiam płaszcz i walizkę (prosto stąd potem na lotnisko przecież) i już trzymając w ręku zaproszenie (jak dyplom jakiś) stoję w dłuuugiej kolejce. Obok mnie kilku Włochów i naprawdę piękne Włoszki, dalej Ukrainka (chyba) potem w polu widzenia kilku Japończyków. Polaków na razie nie widzę – może później ?. Nie wiem na co patrzeć – na piękne kobiety jakich tu nie brakuje (piękne i pięknie ubrane) czy na zegarki na rękach (tu już nie zwracam uwagi na płeć noszących) ?. Kolejka wije się i zakręca kilka razy, oczywiście gdyby nie obsługa, co kilka metrów boy w liberii oraz uporządkowany, kolorowy i bajecznie pewno bogaty tłum na tle przepięknej recepcji z jeszcze piękniejszymi paniami z obsługi, jako żywo przypomniałbym sobie nasz polski sklep mięsny lat 80-tych. A tu kilka rzędów dalej (jako krótkowidz wyciągam szyję) i cóż widzę na damskim nadgarstku – piękny Richard Mille w złocie, nieco dalej nienagannie ubrany w garnitur Ermenegildo Zegna Włoch niedyskretnie spogląda na Audemars Piquet Royal Oak Offshore, obok mnie na ręku Calatrawa – jakby się towarzystwo zrzuciło z zegarków to jakiś mały kraj w Afryce problem głodu ma już rozwiązany. No ale snobizm zabija wyrzuty sumienia, a powoli zbliżam się do stanowisk wydawania (ciśnie się na usta staromodne słowo „przepustka”) identyfikatorów.
Uprzejma i szaleńczo ładna (trochę indyjski typ urody, taka mieszanka tego co najlepsze i do zniesienia dla europejczyka w tym typie pomieszany z trochę wymarzonym jak ze snu ideałem) dziewczyna bierze mój paszport, sprawdza zaproszenie, pyta czy może być zdjęcie z poprzedniego roku czy nowe ?. Z poprzedniego oczywiście, czasu szkoda. Uśmiechając się pięknie (do mnie czy tak zawodowo ?) drukuje kawałeczek plastiku ze zdjęciem (cholera, głupio wyszedłem) i kodem – wrota do „Zegarkowego Raju” stoją przede mną otworem. Jeszcze tylko ochroniarz, przykładam identyfikator do czytnika, moja wielka podobizna na ekranie uśmiecha się jakoś tak niemądrze i wchodzę !
Wystrój taki szlachetno-butikowy, na środku restauracje i bary, po prawej i lewej jakby sklepy, a w witrynach zegarki, zegarki, zegarki. Postanawiam jak w labiryncie – cały czas trzymać się prawej, aż obejdę dookoła. Aparat dyskretnie w ręku (przecież wszędzie jest napisane, nawet w szatni – filmowanie, robienie zdjęć nawet komórką – zabronione !) -zaczynam polowanie. Na pierwszy ogień chyba Montblanc (piękny nowy Chronograph Star GMT) lubię ich pióra, nie do końca zegarki – ale wykonanie nie ustępuję najlepszym, i jeszcze ta słynna gwiazdka z diamentów na koronce! Cudo, a wykończenie mechanizmu widoczne oczywiście przez przezroczysty dekiel – zaczynam myśleć o zakupie. Potem Dunhill ( ee nie dla mnie lecę dalej ) i Cartier - wiem, wiem zaraz powiecie, że biżuteria i w ogóle, ale jednak Santos 100 czy Roadstery i tak to jeszcze nic – Wielka Collection Privee to jest dopiero coś (na szczęście jak ochłonę z emocji będą już na ich WWW to wtedy pooglądam na spokojnie) .
Biegnę dalej i zatrzymuje się przy Piaget – tylko szybkich kilka rzutów oka i już wiem co chcę mieć zaraz – Emperadora z rezerwą naciągu w różowym złocie – piękny. Widziałem go już przecież wcześniej nie raz, ale teraz w tym otoczeniu i wystroju jakoś bardziej do mnie przemawia. Ale nagle, tuż obok jakiś Amerykanin sądząc po akcencie, odsłania rękaw marynarki i cóż … piękny Emperador tourbillion !!  Wiem, że niegrzecznie się tak gapić, (trudno użyć innego słowa) ale nie mogę się powstrzymać. Po dłuższej chwili wyrywam się z tego magnetycznego jakby transu i podążam w kierunku Parmigani. Wchodzę do środka, biorę katalog i zaczynam oglądać, oglądać. Zerkam to w katalog, to na wystawione zegarki i dopisuję do Listy Niezbędnych Zegarków do Kupienia Darka Ch. jeszcze jedną pozycję – Parmigiani Fleurier Kalpa XL z ośmiodniową rezerwą naciągu. Fleurier – to mała miejscowość w kantonie Neuchatel, aspirująca dziś do specjalnego wyróżnienia jakości wyrobów zegarkowych z niej pochodzących, a fabryka Parmigiani jest „rzut kamieniem” od fabryki Chopard’a. Ludzie, gdzie ja byłem wcześniej, przecież ten z włoska brzmiący producent robi tak przepiękne zegarki.
Marzenia, a tu jeszcze najsmaczniejsze kąski przede mną, więc postanawiam zrobić małą przerwę przed odwiedzeniem największych. Siadam przy stoliku, na przeciw jacyś Włosi czyli Pan IWC Portugalczyk z 7dniową rezerwą naciągu w stali i Pan Rolex Submariner.
Popatrując dyskretnie na nadgarstki zamawiam sushi i wino ( znów ta ciągła dieta !). Jem tak szybko, na ile pozwala mi etykieta, bo na przeciw pyszni się duży napis IWC. Kończę i wchodzę – nowy Big Pilot oraz cała rodzina Jego Wysokości (a raczej wielkości), potem nowe „Portugalczyki” z wiecznym kalendarzem, i w ogóle dużo nowości, ale wszystkie w stylu – podejmuję decyzję – dzwonię do Władka i zamawiam ! Potem – normalnie zdjęcia. Biorę katalog i dalej w kierunku JLC, zwłaszcza że przecież tak bardzo chcę Reverso Grande Automatique i to marzenie mam chyba na twarzy wypisane, z takim uśmiechem mnie tam witają. Stwierdzam, że piękne są wszystkie, obchodzę ze trzy razy i idę do Lange&Sohne.
Ostatnio na Cyprze mierzyłem tego nowego Zeitzone, cudo, ale teraz stwierdzam, że chyba wszystkie Lange są po prostu piękne, a tu jeszcze co ciekawsze mechanizmy powiększone do rozmiarów tortu, więc robię dużo zdjęć i lekko oszołomiony wychodzę.
Do „Vacherona” wchodzę dumny (przecież mam na ręku), bardzo ciekawe – praca zegarmistrzów na żywo i to jeszcze w powiększeniu na ekranach na ścianie – przy każdym zgromadził się mały tłumek. Zegarki jak zwykle przecudne, chociaż takiego hitu jak w zeszłym roku Tour de Ille już nie ma. Nie co roku obchodzi się 250 lat istnienia.
Audemars Piquet (przecież czekam na Royal Oak Offshore na brązowym pasku) – wszystko oparte o motyw owali z Contemporary Collection i Millenary – zachwyca mnie zwłaszcza ten w złocie na brązowym pasku przeszywanym niebieską nitką i do tego niebieski sekundnik i niebieski indeksy minutowe – dla mnie bomba!
Roger Dubuis jak zwykle robi na mnie wielkie wrażenie i gdybym mógł, zgarnąłbym co najmniej kilkanaście modeli, Girard Perregaux też kusi nowymi modelami, a w Panerai wpadam od razu do sekcji Ferrari, tyle przecież było u nas dyskusji w klubie na ten temat.
Tu miłe zaskoczenie – na żywo dużo ładniejsze jak na zdjęciach i naprawdę muszę powiedzieć, że po prostu trzeba je zobaczyć. Patrzę na zegarek, a mój odlot zbliża się nieuchronnie więc rezygnuję z Van Cleef, pobieżny rzut oka na Dunhilla i Baume &Mercier, i z obłędem w oczach zaczynam jeszcze jedną rundę oby zobaczyć po raz wtóry to co mi się najbardziej podobało. Pospiesznie ładuję katalogi do toreb, robię jedną ręką zdjęcia (odbije się na jakości, ale trudno) jeszcze wypatruję ładnych zegarków w tłumie, jeszcze oglądam się za dziewczynami (może żona nie przeczyta !) jeszcze przystaję przed witrynami, ale jak plankton niesiony prądem morskim zbliżam się w kierunku wyjścia, a tu się tak nie chce wychodzić ! No cóż, jeszcze tylko bramka, ochroniarz, szatnia i wychodzę na słoneczne genewskie popołudnie jak do innego świata. Mam nadzieję, że za rok tu wrócę. przecież nie, na pewno wrócę !. Lotnisko, check-in, strefa bezcłowa. Patrzę na zegarek – jeszcze chwila więc idę do sklepu, oczywiście gdzie – airport watch center ! Dureń, przecież dopiero co wyszedłem z wystawy ! W końcu z Montblanca (dobrze, że nie mają jeszcze tych nowych modeli !) wywołuje mnie przez megafony powtarzane nieudolnie „mister czastwa , imidiatly „ więc pędzę do gate, oczywiście wpadam ostatni, ale na szczęście zdążam. Potem siedząc już w samolocie zamykam oczy i znów jestem w pięknym zegarkowym raju…

Dariusz Chlastawa
Klub Miłośników Zegarów i Zegarków

 

 

odCzasu doCzasu

Centrum Złote Tarasy
ul. Złota 59, 00-120 Warszawa
  • telefon 022 222 03 05
  • telefon/fax 022 222 03 06
otwarte
  • poniedziałek - sobota 10.00 - 22.00
  • niedziela 10.00 - 20.00

Od Czasu Do Czasu - Zegarki i Biżuteria

Szukaj