Zegarki Polpora - polskie zegarki z Zielonogórskiej Manufaktury Zegarkowej.
Poniższy tekst, jest informacją producenta o sztuce tworzenia i zegarkach POLPORA
Zielonogórska manufaktura zegarkowa – Od niszczenia do tworzenia
Podejmując wyzwanie stworzenia polskiego zegarka wiedziałem, że łatwo nie będzie. Jednocześnie jednak czułem, że będzie to coś szczególnego. I myślę, że właśnie to motywowało mnie do dalszego działania. Cóż, w Polsce od lat 60-tych ubiegłego stulecia nie produkuje się już zegarków mechanicznych. A dlaczego nie? Przecież zegarek mechaniczny to taka piękna rzecz. Ale na szczęście i w Polsce przeżywamy renesans tradycyjnego zegarmistrzostwa.
Zacznijmy jednak od początku ...
Fascynacja
Fascynacja zegarkami mechanicznymi narodziła się wiele lat temu. Jeszcze jako dziecko, szperające w czeluściach ogromnej szuflady dziadka, odkryłem mocno zniszczony zegarek. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, po paru obrotach koronki, wskazówki wprawione zostały w ruch. Cóż z tego, że słychać było dobywające się magiczne tykanie, gdy nie wiedziałem co się dzieje wewnątrz. Na całe nieszczęście w tej samej szufladzie nie zabrakło nożyczek. Ześlizgujące się raz po raz ostre krawędzie narzędzia mnożyły zarysowania na deklu. W końcu udało się. Dekielek odkręcił się, ukazując całe piękno werku, jak się później okazało - szwajcarskiego. Moja odkrywcza natura nie pozwoliła mi spocząć na laurach. Początkowo skupiłem się na obserwacji. Na długo to jednak nie wystarczyło. Dzieło totalnego zniszczenia dokonało się kilka dni poźniej. Przyszedł czas na dobranie się do magicznych kółek. Znów szuflada, zegarek, nożyczki, dekielek i ... śrubokręcik. Małe narzędzie wyjęte z maszyny do szycia pozwoliło na sprawne pokonanie kilku śrubek i sprawdzenie się jako młody zegarmistrz. Okazało się jednak, że zegarek rozłoźony na części to juz nie to samo. Najgorsze było to, że odkręcone zostały tylko dwie śrubki i uszkodzony wałek. Stan wyjściowy tego małego dzieła sztuki był o wiele bardziej interesujący i w tym momencie niestety nie do przywrócenia. Na tym też etapie zakończyła się na pewien czas moja przygoda z zegarkami. Dziadkowy czasomierz powędrował potajemnie z powrotem do szuflady.
Doczekał się jednak naprawy po kilku ładnych latach. Odnaleziony ponownie w szafce u babci, znalazł się wkrótce u zegarmistrza. Profesjonalista tchnął w niego życie i pochwalił gust nieżyjącego już od paru lat dziadka. Wtedy też dowiedziałem się, że to całkiem solidny powojenny szwajcarski zegarek z dobrze zachowanym werkiem. Swoje niestety przez lata przeszedł. Pozdzierana powłoka koperty, podniszczony cyferblat i wskazówki to efekt nie tylko zanurzenia zegarka w wodzie, ale i ciężkiej pracy dziadka. Pomimo to, chodzi on po dziś dzień i nadal dobrze odmierza czas, będąc jednocześnie najgłośniejszym zegarkiem w prywatnej kolekcji.
Manufaktura
Przypuszczam, że te przeżycia z dzieciństwa stały się bodźcem do zainteresowania zegarkami na poważnie. Choć prawdę mówiąc, chyba nie do końca zdawałem sobie z tego sprawę. Czasomierze zmieniałem dość często i nie były to zazwyczaj drogie zegarki. Modne modele kwarcowe z wyświetlaczami elektonicznymi, z czasem ustąpiły miejsca tym ze wskazówkami, a następnie tradycyjnym mechanicznym. Po drugim roku studiów za granicą i dobrze płatnych praktykach, nabyłem pierwszy własny i wymarzony zegarek mechaniczny. Model ze znanej manufaktury w szwajcarskim Biel. I to ten „50-cio latek” był przełomem i jednocześnie inspiracją do stworzenia pierwszego zegarka mechanicznego z Polski. Początki manufaktury sięgają pierwszej połowy 2006 roku. Wtedy też powstały pierwsze nieśmiałe projekty zegarków. W szczególności cyferblatów, bo to przecież one w przynajmniej 80% przyczyniają się do tego, jak wygląda i jak odbierany jest czasomierz. Wielokrotnie zmieniane i dopasowywane otrzymały ostateczny kształt wiele miesięcy później. Rok od naszkicowania pierwszych planów i nawiązania współpracy z ambitnym i otwartym na śmiałe projekty miejscowym zegarmistrzem dochodzi do założenia POLPORA Manufaktura. Nazwa, podobnie jak u szwajcarskich firm Chronoswiss, czy Swatch, nawiązuje również w naszym przypadku do kraju pochodzenia i upływającego czasu. Tworząc jednocześnie bliskie dla każdego Polaka skojarzenie.
Początek nie był łatwy. Skromna ilość specjalistów w tej dziedzinie i częściowo brak poważnego podejścia potencjalnych partnerów do projektu, skutecznie utrudniały rozwinięcie skrzydeł. Jednak upór i chęć zrealizowania zamiaru zwyciężyły. Sporo w tym zasługi jednej z zielonogórskich legend zegarmistrzowskich, doświadczonej i nadal aktywnej w zawodzie, która przez cały czas wspierała to przedsięwzięcie i do dziś jest naszym mentorem.
Wkrótce udaje nam się dopracować szczegóły wyglądu zegarków. Godzinami przesiadujemy nad projektami i dyskutujemy aspekty związane z ich wykonaniem i jakością. Zapominamy czasami o tym, że istnieją jeszcze inne rzeczy poza zegarkami. Lato po prostu minęło ... Nie zauważyliśmy nawet kiedy. Nasze zadanie pochłania nas w całości. No cóż, jesteśmy perfekcjonistami i chcemy aby każdy element naszego czasomierza był idealny. Poświęcamy każdej części sporo czasu, bo tutaj nie ma miejsca na żadne kompromisy.
Pewnego dnia postanowiliśmy poddać kopertę zegarka bardzo surowemu testowi wodoszczelności. Zastosowaliśmy ciśnienie o wiele wyższe, niż to, które dopuszczamy normalnie. Ku naszemu zdziwieniu, ciśnieniu powietrza poddał się cylinder urządzenia i po prostu pękł. Sama koperta, jej szafirowe szkiełka i koronka wytrzymały tę próbę bez problemu. Wydarzenie w krótkim czasie zostało zapomniane, a nowego cylindra już tak mocno nie nadwyrężaliśmy (Powyższa informacja nie ma zachęcać do kąpieli, czy nurkowania z naszym zegarkiem! Patrz warunki gwarancji).
W ciągu kilku miesięcy udaje nam się, wkładając sporo pracy, skompletować wszystkie części i złożyć pierwszy prototyp. Jesteśmy zachwyceni i niezmiernie dumni z tego, że dzięki umiejętnościom i wiedzy, potrafiliśmy stworzyć ten wspaniały czasomierz. Wszystkie elementy, szczególnie zastosowany szwajcarski werk sprawuje się znakomicie. A o to przecież chodziło.
Teraz jesteśmy już pewni, że nie tylko Szwajcarzy, Niemcy, czy Czesi mogą mieć swój własny zegarek. Nas też na to stać !
Zegarki
Od samego początku było dla nas oczywiste, że chcemy by nasze zegarki nawiązywały do stylu lat 50-tych ubiegłego stulecia. Rozwiązania tamtych czasów emanują niesłychaną prostotą i jednoczesnym pięknem, którego tak często brakuje w dzisiejszych zegarkach. To ich magia skłoniła nas do stworzenia pierwszych trzech modeli nawiązujących właśnie do tamtych lat.
Pierwsza kolekcja obejmuje trzy limitowane czasomierze o znajomo brzmiących nazwach: Gnesna, Cracovia i Varsovia. Tak jak przystało na pierwszy polski zegarek z naciągiem automatycznym. Wszystkie egzemplarze posiadają indywidualne oznakowania numeryczne poprzedzone pierwszymi literami nazw. Chronologicznie, Gnesna G01/09, jest tym samym, numerem „Jeden” naszej manufaktury. Przy czym dostępne będzie tylko po dziewięć sztuk z każdego modelu.
W celu zapewnienia najwyższej jakości odmierzania czasu zastosowaliśmy przede wszystkim sprawdzony i solidny kaliber ETA 2824-2. Ten wyposażony w datownik werk automatyczny dostarczany jest przez szwajcarską firmę z Grenchen, specjalizującą się w produkcji mechanizmów dla wielu znanych producentów zegarków. Zapewni on naszemu czasomierzowi prawidłowy chód przez wiele lat. Każdorazowe pełne nakręcenie sprężyny oferuje około 40 godzin pracy.
Zabezpieczenie przed wilgocią i kurzem gwarantuje wodoodporna (do 30m) koperta z wysokiej jakości stali. Powierzchnie boczne są satynowane, zaś część górna i spodnia są polerowane. Zarówno wierzchnie szafirowe szkiełko, jak i to w spodnim deklu będą zawsze dostarczać niezapomnianych wrażeń. No i nie trzeba będzie już odkręcać dekielka nożyczkami.
Stylowe cyferblaty nadają każdemu modelowi osobisty charakter. Nie tylko przez ich kolorystykę, ale przede wszystkim przez prostotę ich linii. Prostotę uzupełnioną równie eleganckimi niklowanymi wskazówkami odmierzającymi i pokazującymi czas w przejrzysty sposób.
Uzupełnieniem elementów metalowych jest wysokiej jakości czarny wytłaczany pasek ze skóry cielęcej. W spodniej części sygnowany napisem POLPORA i znakiem krzyża. Elememt ten odnaleść można nie tylko na pasku, ale na cyferblacie, koronce i sprzączce. Choć nie we wszystkich modelach. Wybrany przez nas krzyż równoramienny uzupełniony okręgami stosował na swoich pierwszych monetach Książe Mieszko I. Ponadto, jest on naszym małym hołdem dla Szwajcarii, dzięki której możliwe było powstanie naszych zegarków.
Od dnia 1.Grudnia 2007 – Św. Eligiusza, patrona złotników i zegarmistrzów –czasomierze naszej manufaktury dostępne są w trzech wybranych salonach zegarmistrzowskich i jubilerskich w Warszawie, Krakowie i Poznaniu. W celu uzykania dalszych informacji zapraszamy do odwiedzenia naszej strony internetowej www.polpora.pl.
A my w miedzyczasie, zastanawiamy się jak będą wyglądały następne modele ...
Krzysztof Janczak
Właściciel manufaktury
odCzasu doCzasu
Centrum Złote Tarasy
ul. Złota 59, 00-120 Warszawa- telefon 022 222 03 05
- telefon/fax 022 222 03 06
otwarte
- poniedziałek - sobota 10.00 - 22.00
- niedziela 10.00 - 20.00








